O NAS

Historia marki

Już jako mała dziewczynka Aga często projektowała, wycinała i przerabiała dla siebie różne ubrania. Lata później pierwsze modele na sprzedaż też tworzyła w domowym zaciszu, tyle że już u siebie. Żeby mogła spokojnie szyć, Darek, jej mąż, urządzał wielokilometrowe spacery z ich maleńkim wówczas synkiem, Jankiem. Sprzedawali przez Internet, a do maszyny Aga siadała tylko wtedy, kiedy ktoś złożył zamówienie. Z każdego cieszyli się jak dzieci. Dziś ubrania marki KORTAS mieszkają w szafach w Polsce i za granicą, a liczba kochających je klientów wciąż rośnie.

 

W cieniu maszyny do szycia

Maszyna do szycia to urządzenie, które w rodzinnym domu Agi było od zawsze, bo jej mama była krawcową. Zawód mamy stał się pasją córki, która postanowiła zostać technologiem odzieży, bo tworzenie ubrań od zawsze sprawiało jej ogromną przyjemność. Ciągle coś szyła, przerabiała – tak po prostu, tylko dlatego, że to kochała. Wiele lat później, gdy w wieku 23 lat wyjechała do Londynu, chodziła po sklepach często tylko po to, by oglądać i dotykać piękne ubrania. Tam bez reszty otworzyła się na modę i pojawiło się pragnienie, by stworzyć coś własnego.

Nie bez znaczenia w całej tej historii jest pewien mały pub w Świdnicy, rodzinnej miejscowości Agi, w którym poznała Darka. Ona miała wtedy 17, on 16 lat i niedawno przyjechał z Bydgoszczy, gdzie mieszkał prawie od urodzenia. Jak oboje mówią, od tamtej pory, czy to w życiu prywatnym, czy w biznesie, zawsze patrzą w tym samym kierunku.

Wyspy Brytyjskie przyciągnęły ich tuż po szkole i spędzili tam siedem lat. Pracowali, mieli dobrze prosperującą firmę, ale zawsze wiedzieli, że chcieliby wspólnie stworzyć własną markę odzieżową. To miało być połączenie pasji ich obojga: Agi – do tworzenia ubrań i Darka – do tworzenia marek.

 

Idealny plan, nieidealna rzeczywistość

Ale wróćmy do Londynu. Aga i Darek postawili wszystko na jedną kartę. Zamknęli firmę i wrócili do Polski. Plan był precyzyjny i prosty: stworzyć szkic kolekcji, znaleźć konstruktora, który zrobi konstrukcję, oraz szwalnię, która uszyje modele. Niestety, idealny plan szybko zderzył się z nieidealną rzeczywistością. Ceny, jakie im zaproponowano za te usługi, przewyższały wszystkie oszczędności. Adze nie pozostało nic innego, jak samej spróbować swoich sił w czymś, czego nigdy wcześniej nie robiła.

Po materiały pojechali do polskiej mekki tekstylno-odzieżowej – pod Łódź. Wrócili autem wypakowanym po sam dach. Takie były początki marki KORTAS. Nazwa wzięła się od ich nazwiska, ale tak naprawdę niewiele mówiła o nich, z czasem postanowili więc dodać „by Aga Kortas”, żeby bardziej ją spersonalizować. Pierwsze modele zaprojektowane i uszyte, a co najważniejsze – sprzedane – to była odzież wizytowa. Strojne sukienki, eleganckie spódnice, szykowne bluzki. Bo to się wtedy sprzedawało.

Aga do dzisiaj wspomina jednak pewien grudniowy dzień, w którym Darek zapytał ją, czy ma już jakieś modele na nowy sezon. Powiedziała wtedy, że nie jest już w stanie wymyślić większej liczby eleganckich sukienek. Mieli chyba w ofercie wszystko, co tylko było wtedy modne. To był moment olśnienia. Ich synek, Janek, był wówczas malutki. To, w czym Aga jako młoda mama sama chciała chodzić, było miękkie, wygodne, otulające. Zaczęła więc szyć dla siebie komfortowe rzeczy z dzianin i po prostu je nosić. Na zakupy, na plac zabaw, po domu… Niebawem okazało się, że wiele koleżanek i znajomych zapragnęło też mieć takie wygodne ubrania, a w Polsce było wtedy bardzo trudno o coś casualowego, co nie jest zwykłym dresem.

 

Dwie pasje, jedno marzenie

Aga i Darek zaczęli szukać polskich producentów dzianin, fabryk, do których mogliby pojechać i zobaczyć proces produkcji, firm, którym zależy na wysokiej jakości. To była podstawa ich nowego podejścia do mody – jakość, wygoda, naturalne tkaniny, świadome zakupy. Szybko okazało się, że to strzał w dziesiątkę. Choć odzież KORTAS była sprzedawana głównie w Internecie, liczba klientów rosła. Pojawiało się też wiele zamówień zagranicznych. Zaczęli wysyłać produkty do Wielkiej Brytanii, Australii, Nowej Zelandii, Hiszpanii, Francji, Portugalii i Włoch. Aga ciągle szyła sama, ale gdy była w trzecim miesiącu ciąży z córką, Lenką, musieli już zatrudnić pracownika – krawcową. Potem pojawiły się kolejne panie. Wreszcie powstał cały zakład.

Od tamtej pory Aga i Darek razem spełniają marzenia, łącząc swoje pasje, choć każde z nich ma trochę inne. Aga projektuje ubrania, a Darek dba o ich sprzedaż, wizerunek marki, kierunek, w którym podąża. Sam wykonuje sesje zdjęciowe i wizerunkowe, zajmuje się całą oprawą graficzną, projektuje wystrój sklepu. W pracy nie wchodzą sobie w drogę, a cel jest zawsze wspólny.

Kolejnym przełomowym punktem w historii marki KORTAS było otwarcie stacjonarnego sklepu połączonego z pracownią. Kiedy w nim zaczynali, w 2015 roku, mieli ośmioosobowy zespół. I do dzisiaj nic się nie zmieniło. Choć i sklep, i pracownia, przeniosły się w inne miejsca, to skład osobowy nadal pozostał ten sam.

 

Zadyszka w galerii handlowej

Zachęceni powodzeniem pierwszego stacjonarnego sklepu, Aga i Darek postanowili spróbować swoich sił w galeriach handlowych. Pierwszy sklep otworzyli w 2015 r. i drugi – w 2017 r. Marzyli, żeby otworzyć sieć sklepów KORTAS w całej Polsce. Rzeczywistość znów zweryfikowała marzenia. Horrendalne czynsze, praca przez siedem dni w tygodniu, kilku pracowników na utrzymaniu – wszystko to sprawiło, że w bardzo szybkim tempie, zamiast piąć się do góry, zaczęli spadać. Z drugiej galerii wyszli po roku od otwarcia sklepu ze stratą, ale i z poczuciem ulgi. Ale z pierwszej nie mogli się wydostać bardzo długo, bo podpisali pięcioletni kontrakt, którego zerwanie wiązało się z bardzo dużą karą. Było więc coraz gorzej. Przysłowiowym gwoździem do trumny było wprowadzenie niedziel wolnych od handlu. Wtedy zaczęły się naprawdę ogromne kłopoty, bo nie ma się co oszukiwać, że niedzielne zakupy, wyjścia całymi rodzinami do galerii, do kina itd. bardzo mocno napędzało handel.

Aga i Darek wytrwali ledwo dysząc do marca 2020 r., kiedy zaczęła się pandemia COVID-19. Nie było ich już stać na utrzymanie pracowników. Udało się wyjść z galerii z naliczoną karą za zerwanie umowy. Spłacają ją do dziś, ale już widzą światełko w tunelu. Gdy w połowie marca spuścili roletę w sklepie w galerii, postanowili nigdy już tam nie wrócić.

 

Slow life = slow fashion

Aga i Darek skupili się na rozwoju marki. Na tym, by odpowiednio zadbać o tych klientów, którzy już znają odzież KORTAS i chętnie wracają po nowe ubrania i na tym, by zdobywać nowych. Postanowili skoncentrować się na tym, na co mają bezpośredni wpływ. Galeria to zdecydowanie nie jest miejsce dla marek slow fashion. A taka jest właśnie odzież tworzona przez Agę, która często podkreśla, że każde ubranie od początku do końca szyje jedna krawcowa. To jeden z wielu elementów dbania o jakość, która jest dla niej bardzo ważna. Do tego certyfikowane dzianiny i światowej klasy brytyjskie nici oraz dbałość o każdy element wykończenia.

Z tego samego powodu marka KORTAS ma niewiele modeli. Dwie nowe kolekcje rocznie: wiosna/lato i jesień/zima. Stare wzory w nowych, modnych kolorach, często zgodnych z trendami dyktowanymi przez Instytut Pantone. Większość ubrań marki jest ponadczasowa i pasuje do siebie, tworząc piękne, casualowe stylizacje. Dzięki temu można mieć w szafie mniej ubrań na długie lata. Niektóre modele marki mają już po 6 lat i nadal mieszkają w szafach swoich właścicielek. Co więcej – znajdują wciąż nowe wielbicielki, choćby bluzka CLARA.

Klienci kochają markę nie tylko za jakość, wygodę i ponadczasowość, ale także za to, że mogą ją współtworzyć. Większość kolekcji to odpowiedź na ich potrzeby. Historię ubrań KORTAS w pigułce opisują losy pewnej bawełnianej czapki. Na początku Aga uszyła ją dla swoich dzieci, potem taką samą zechciały dla swoich pociech jej koleżanki, później zaczęły o nią pytać klientki i tak oto słynna „kortasowa” czapka, która ogrzewa dziś głowy wielu, wielu dzieci i dorosłych w całej Polsce i na świecie, trafiła do stałej sprzedaży.

Kontakt z klientami to bardzo ważna część codziennego życia Agi, dlatego przynajmniej raz w tygodniu można ją spotkać w sklepie, gdzie sama obsługuje klientów. Co robi w tym czasie Darek? Może planuje nową kampanię reklamową? Wymyśla sesję zdjęciową? Pracuje nad wysyłkami zamówień? A może właśnie wiezie Janka albo Lenkę na dodatkowe zajęcia? Bo rodzina jest dla nich obojga najważniejsza, a filozofia slow life nie dotyczy tylko marki, nawet jeśli czasem to powolne życie toczy się odrobinę za szybko…

 

pixel